Polecane wydarzenia

Sierpień 2017

PonWtŚr CzwPtSob Ndz
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

Wrzesień 2017

PonWtŚr CzwPtSob Ndz
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30

Dzisiejsze wydarzenia

Wideo

Kraków oddał pokłon

Patronaty medialne

  • viva-latino-america

Znajdź nas na facebook.com

„Życie zaczyna się tam, gdzie kończy się nasza bezpieczna przestrzeń…” – recenzja filmu „Les Misérables: Nędznicy”
28 stycznia 2013
Polecających: 0

„Życie zaczyna się tam, gdzie kończy się nasza bezpieczna przestrzeń…” – recenzja filmu „Les Misérables: Nędznicy”

Oczekiwania publiczności wobec najnowszej ekranizacji „Les Misérables” były ogromne. Trudno się temu dziwić, gdy w grę wchodzi jeden z najsławniejszych musicali na świecie, gwiazdorska obsada, a do tego najlepsze sprzęty techniczne, najnowsze technologie i wręcz nieograniczone możliwości zdjęciowe, montażowe i budżetowe. Oczekiwano prawdziwej superprodukcji (którą film podobno jest). Zanim jednak radośnie pójdzie się na niego do kina, trzeba nieco wyzwolić się od oczekiwań, a zderzyć się z paroma faktami: po pierwsze z tym, że musical Claude-Michela Schönberga jest w zasadzie bardzo mało… „musicalowy”.

Jego fabuła na pewno nie jest prosta, wątki nie są szczęśliwe, całość nie jest bajkowa, film zdecydowanie nie jest propozycją na drugą randkę, a nastawienie na to, że wszystko skończy się happy-endem, że aktorzy będą tańczyć ze sztandarami i wesoło podrygiwać w rytm „Marsylianki” może się skończyć ciężką depresją. Jest to musical przerażająco realistyczny, a nawet werystyczny; pełen krwi, łez, brudu, odgłosów wystrzałów i niezawinionej śmierci. Wplecenie do takiej fabuły muzyki i śpiewanych przez bohaterów piosenek jest poniekąd sprzeczne i z naturą powieści Wiktora Hugo i istotą musicalu. Pozostawia więc z pewnością pewne ograniczenia. Choć reżyser wybrnął z trudności brawurowo, to odbiór dzieła u wielu widzów jest z pewnością zakłócany nieustannie zderzającymi się ze sobą sprzecznościami.

W tym wszystkim jednego można być pewnym: żeby obiektywnie ocenić dzieło, nie należy niczego po nim oczekiwać ani sugerować się recenzjami innych dziennikarzy. Jeśli przeczytałeś już wszystkie możliwe opinie na temat filmu, a jutro się na niego wybierasz, spróbuj o nich jak najszybciej zapomnieć, żeby nie zepsuć sobie trzech godzin wspaniałego doświadczenia. Ja przeczytałam ich sporo i niefortunnie w moim umyśle powstała wizja filmu „Nędznicy” jako „widowiskowego”. Muszę tu rozwiać wszelkie wątpliwości: nie jest to widowiskowe dzieło. Wręcz przeciwnie. Film jest, powiedziałabym, dość skromny formalnie i skupia się przede wszystkim na stronie emocjonalnej. Być może niektóre sceny są mniej lub bardziej nakręcone z rozmachem, ale jest ich w zasadzie niewiele. To, o czym naprawdę opowiada film, to bohaterowie.

Zgodnie z powieścią Wiktora Hugo „Nędznicy”, w filmie występuje bardzo wiele postaci, których szczegółowa charakterystyka jest wysunięta na pierwszy plan. Choć bohaterami pierwszoplanowymi są tylko Jean Valjean i inspektor Javert, to jest też dużo niesamowicie istotnych postaci drugoplanowych: Fantine, Cosette, Éponine, Marius Pontmercy czy Enjorlas.

W „Nędznikach” dużo jest ujęć licznych twarzy. Twarzy z bliska, a nawet w detalicznym przybliżeniu. Widzimy, że są one stylizowane na naturalne i ich charakteryzacja została ograniczona do minimum, by jak najdoskonalej ukazać złożoność psychiki poszczególnych postaci. Bohaterami, którzy szczególnie odzwierciedlają to zamierzenie reżysera są Fantine, Jean Valjean i Marius. Prawie za każdym razem, gdy któraś z postaci śpiewa, kamera zastyga na jego twarzy w jednym, niezmiennym ujęciu. W ten sposób widz skupia się tylko i wyłącznie na emocjach, które wyśpiewują bohaterowie. A w filmie emocji jest po prostu mnóstwo – i to po obu stronach ekranu. Niesamowicie rozbudowane są wątki miłości i cierpienia. Każda postać kocha, każda postać cierpi, niemal każda też umiera. Są też dzieci, które symbolizują niewinność i niesprawiedliwość świata, choć są też używane docelowo jako rekwizyty sentymentalne (mała Cosette, Gavroche).

Ten film to również prawdziwa walka bohaterów o miano najbardziej tragicznego. Kandydatów jest wielu, na czele z Fantine i Éponine. Podczas gdy Éponine jest postacią bardzo naturalną, zaskakująco ludzką i szczerą, Fantine odgrywa w zasadzie rolę ikony męczeństwa i upadku. Widać wyraźnie, że w jej przypadku nie chodziło o samo wykreowanie postaci, ale o przedstawienie w jednej osobie cierpienia całego ludu francuskiej biedoty. Mimo że tak różne, obie cierpiały, obie kochały, obie tragicznie zmarły.

Odtwórczyni roli Éponine, Samantha Barks, okazała się bardzo utalentowana wokalnie. Jej głos był jednym z najlepszych w całym musicalu. Należy pochwalić w tym względzie również Eddiego Redmayne’a; śpiewał naprawdę pięknie. Bardzo zawiodła mnie natomiast rola Russella Crowe’a, który choć wybitny aktorsko, wokalnie bardzo odstawał od reszty obsady. Muszę dodać, że wytłumaczenie, że to przecież aktor nie piosenkarz, zupełnie mnie nie przekonuje. Reżyser z pewnością miał do dyspozycji wielu aktorów, którzy świetnie zagraliby (i zaśpiewali!) tę rolę. Skoro jednak zdecydował się na Crowe’a musi się liczyć z tym, jak przyjmie to publiczność.

Mimo wszystko miło zaskakiwał Hugh Jackman, który choć strasznie zmanierowany i z przesadzonym wibratem, przynajmniej intonacyjnie śpiewał bez zarzutu. Nie ma zbyt wiele opinii na temat Amandy Seyfried w roli Cosette. Zagrała po prostu przyzwoicie. Aktorka ma ładny, czysty głos, ale nie zaszokowała widowni, która jej wokal znała już dobrze z musicalu „Mamma Mia!”.

Zaszokowała natomiast Anne Hathaway. Krążące już od dłuższego czasu opinie, że ta rola przyniesie jej Oscara, z pewnością nie są wyssane z palca. Aktorka zagrała najlepiej z całej obsady, widać było, że dała z siebie wszystko i jeszcze więcej. Utwór-markę musicalu, „Wyśniłam sen” zaśpiewała tak, że rozdarła niejedno serce i wycisnęła niejedną łzę. Ilekroć postać Fantine pojawiała się na ekranie, słychać było szum wyciąganych paczek z chusteczkami.

Podsumowując, film uważam za bardzo dobry. Jest na pewno oryginalny i zupełnie inny od klasycznego musicalu, a gdybym miała podpiąć go pod pewną grupę odbiorców, to z pewnością pod tych wrażliwych. Bo takich ludzi ten film przenika na wskroś, daje do myślenia i ubogaca. Oczywiście jego specyfika decyduje o tym, że nie będzie podobał się każdemu. Jest wiele rzeczy, które chętnie bym zmieniła lub zasugerowała pewne alternatywy, ale nie zakłóca to mojego postrzegania filmu jako wartościowego, innego, pełnego nowych propozycji i oddalenia od stereotypów. Pytanie, czy kino gatunków za bardzo nie przyzwyczaiło widza do przewidywalności, i czy takie odejście od sztywnych ram nie będzie rzutować na wartość obrazu. Według mnie – wręcz przeciwnie. Znakiem dzieł wybitnych jest to, że nie mogą podobać się każdemu, ponieważ wychodzą poza strefę komfortu widza i proponują mu coś nowego, jednocześnie zmuszając go do myślenia – co nie zawsze jest przyjemne. Bo przecież to nic trudnego, stworzyć film dobry i przyjemny. Prawdziwą wartością jest takie dzieło, do którego w przyszłości będą się odnosić pionierzy nowych rozwiązań audiowizualnych. Prawdziwym skarbem jest film, który wychodzi poza granice i sięga po coś trudniejszego. Po płaszczyznę, w której bezrefleksyjny konsument ujrzy duszę drugiego człowieka tak wyraźnie, że zapragnie uczynić coś, by zmienić ten świat na lepsze.

Powiązane instytucje

Cinema City

Dane kontaktowe:

http://cinema-city.pl/

Pozostałe dane:

zobacz dane teleadresowe »

Cinema City

Dane teleadresowe:

http://cinema-city.pl/

 

Godziny otwarcia:

Inne informacje:

Inne artykuły z tej kategorii

Komentarze

  • Victor H.

    Ja się tam za bardzo na musicalach nie znam, więc mam pytanie: czy musical musi być „happy”, skoro uważa Pani że nie pasuje temat książki Victora Hugo? Koledzy mi podali przykłady musicali które kończą się nieszczęśliwie a są hitem, „Jesus Christ…” „West Side Story”, „Skrzypek na dachu”, więc jak to jest? I czy było więcej ekranizacji musicalu „Nędznicy”, o czym wspomina Pani na początku?
    Serdecznie pozdrawiam i dziękuje za odpowiedź

  • Rudolf

    A to recenzja filmu, czy musicalu?

  • Emmanuel

    Witam ponownie Szanowną Panią Redaktor.

    Oczywiście nie chciałem być zlośliwym w swoim komentarzy, ale musiałem pewne uwagi przedstawić, zwłaszcza, że tekst zdecydowanie jest słaby.

    Co do uwag technicznych i rodzajowych – jest zbyt wiele elementów, które kompletnie nie pasują do recenzji. Przykro mi, ale tak niestety jest. Recenzja poza tym ma zachęcać nie tylko do obejrzenia danego filmu/sztuki, ale również ma zachęcać do zainteresowania się nią samą. A powyższy tekst nie spełnia takiej roli.

    Chętnie przeczytałbym jakieś Pani inne prace na temat musicali – skoro tyle tego Pani napisała i tak dobrze się na tym zna. Ale szczerze wątpię, aby istota musicalu była Pani na tyle znana i bliska, aby o niej rozpisywać się w wielu innych pracach.

    W każdym razie, to jest moje osobiste zdanie na ten temat. Pani oczywiście też może pisać i sądzić co jej się żywnie podoba. Ale czasem warto pogrzebać w innych źródłach i zdobyć dodatkową wiedzę, bo samo obejrzenie filmu niekiedy nie wystarczy.

    Pozdrawiam serdecznie. 

     

  • M Stabrawa

    Dziękuję Panu za wypowiedź. Pisze Pan, że widać sporo błędów technicznych i rodzajowych – jakich konkretnie? Proszę o przykłady.
    A także o wyjaśnienie, jak w takim razie według Pana powinien wyglądać ten gatunek dziennikarski, jakim jest recenzja.
    Pisze Pan również, że nie mam pojęcia, czym jest musical – to bardzo ciekawa teoria, bo pisałam na ten temat wiele prac i wiem doskonale czym jest i jakimi prawami się rządzi. Stwierdzenie, że jest mało musicalowy jest w pełni uzasadnione i wyraża moją osobistą opinię na temat tego utworu. Tak samo jak mogę napisać, że wiersz jest mało liryczny, praca plastyczna mało plastyczna, a aria za bardzo pieśniarska.
    Pisze Pan również, że musical dzieli się na kilka rodzaJÓW, przytoczę: „występują musicale bardziej tematyczne (śpiewane/taneczne/itp.) oraz
    najbardziej znane, czyli takie, które łączą wszystkie formy sztuki ze
    sobą” – z tego wnika, że musicale dzielą się na taneczne/śpiewane i te bardziej znane. Czy dobrze zrozumiałam? Proszę o wyjaśnienie tego fragmentu wypowiedzi.

    Pisze Pan również, że nie rozumie mojego podejścia do tematyki dzieła Wiktora Hugo – już tłumaczę. Jego natura jest po prostu, według mnie, mało związana z musicalem (zbyt poważna i za długa), co nie zaprzecza temu, jak wielkie jest to dzieło – napisałam to na końcu.
    Dziękuję za konstruktywne uwagi.

  • Emmanuel

    Po przeczytaniu powyższej recenzji muszę zaznaczyć dwie główne myśli, jakie obudziły się w mojej myśli.

    Po pierwsze, szanowna Pani Redaktor pisząca recenzję chyba zapomniała, jak prawidłowo powinien wyglądać taki gatunek wypowiedzi dziennikarskiej. Na pierwszy rzut oka widać sporo błędów technicznych i rodzajowych, takich, które nie mają prawa bytu w tego typu formie.

    Po drugie, Pani Redaktor nie ma pojęcia, czym dokładnie jest musical. Stwierdzenie, że rzeczony film jest „mało musicalowy”? Jak dla mnie jest to stwierdzenie osoby, która w swoim życiu miała bardzo mało styczności z tego typu gatunkiem sztuki. Dodatkowo cytuję: „Wplecenie do takiej fabuły muzyki i śpiewanych przez bohaterów piosenek
    jest poniekąd sprzeczne i z naturą powieści Wiktora Hugo i istotą
    musicalu”. W jaki sposób śpiewane treści są sprzeczne z istotą musicalu? To podstawowy błąd rzeczowy przy próbie zrecenzowania musicalu, jakim bez wątpienia jest film „Les Misérables: Nędznicy” (to jest pełny i prawidłowy tytuł wspomnianego obrazu – błąd w leadzie). Poza tym musical – jak i wiele innych gatunków tego typu – dzieli się na kilka rodzai, czyli występują musicale bardziej tematyczne (śpiewane/taneczne/itp.) oraz najbardziej znane, czyli takie, które łączą wszystkie formy sztuki ze sobą.

    Poza tym, nie rozumiem trochę podejścia autorki recenzji do tematyki dzieła Wiktora Hugo, a dokładniej jego „natury”. Sposób, w jaki muzyka i śpiew oddziałują w tym filmie na widza – według mnie – bardzo dobrze oddają emocje i tragizm społeczeństwa francuskiego, które pod uciskami rządzącego króla, postanowiło zrzucić jarzmo i bat ze swoich pleców. Dodatkowo tragizm głównych postaci – dzięki muzyce w filmie – jest dość wyraźnie uwypuklony i w pełni oddaje swój przekaz (do tego stopnia, że potrafi wycisnąć niejedną łzę z oczu widza).

    To tylko kilka uwag, mam nadzieję, że konstruktywnych, dla Pani Redaktor.

    Pozdrawiam serdecznie.    

     

  • Samy

    Według mnie, „Nędznicy” są bardzo widowiskowi. Mnóstwo scen, w których udział brała ogromna ilość statystów, całość zrealizowana z polotem. Może nie jest to łatwy w odbiorze film, ale widowiskowości nie można mu odmówić – widać to już po pierwszej scenie i chórze w „Look down”, który przewija się w ciągu całego dzieła.

Instytucje

Najnowsze wpisy instytucji

Domek Dajwór

Domek, wspaniała atmosfera w samym sercu Kazimierza.

zobacz »

Domek Dajwór

Dane teleadresowe:

ul.Dajwór 16
31-078 Kraków

domek1416@gmail.com
http://https://www.facebook.com/klubdomek/info?tab=page_info

 

Godziny otwarcia:

Inne informacje:

Domek, wspaniała atmosfera w samym sercu Kazimierza.

Restauracja Gródek

Goście, oprócz głównej sali jadalnej mają do pełnej dyspozycji kilka wnętrz (oranżerię, bibliotekę … a w lecie także taras i patio). Nowe menu, stworzone przez Szefa Kuchni Dariusza Sosnowskiego inspirowane jest winami Tagliolo i nawiązuje do wspaniałej kuchni piemonckiej, o której mówi cały kulinarny świat. Odnajdziecie tu ravioli agnolotti, tatara z marynowanej wołowiny a wszystko przy akompaniamencie win. Bez piemonckich nie ma piemonckiej kuchni. Wina z tego regionu należą do bogatych, zmysłowych, eleganckich, ponadczasowych.

zobacz »

Restauracja Gródek

Dane teleadresowe:

31-028, Kraków
ul. Na Gródku 4

rezerwacja@restauracjagrodek.com
http://www.restauracjagrodek.com
nr telefonu: +48 12 431 20 41
 

Godziny otwarcia:

Inne informacje:

Goście, oprócz głównej sali jadalnej mają do pełnej dyspozycji kilka wnętrz (oranżerię, bibliotekę … a w lecie także taras i patio). Nowe menu, stworzone przez Szefa Kuchni Dariusza Sosnowskiego inspirowane jest winami Tagliolo i nawiązuje do wspaniałej kuchni piemonckiej, o której mówi cały kulinarny świat. Odnajdziecie tu ravioli agnolotti, tatara z marynowanej wołowiny a wszystko przy akompaniamencie win. Bez piemonckich nie ma piemonckiej kuchni. Wina z tego regionu należą do bogatych, zmysłowych, eleganckich, ponadczasowych.

Organizujemy przyjęcia zasiadane i „standing party”, zarówno we wnętrzach jak i na tarasie. Menu i szczegóły spotkań dopracowujemy indywidualnie tak aby spełnić Państwa wszelkie oczekiwania.

W każdy piątek o 20:00 zapraszamy na koncerty na żywo. Dominuje muzyka jazzowa i autorska. Wstęp wolny.

zobacz wszystkie instytucje »

Nowi użytkownicy

Kontakt z redakcją

Redaktor naczelny:
Krzysztof Gudowski
k.gudowski@kulturawkrakowie.pl
tel: +48 517-453-797

PR Manager, redaktor:
Małgorzata Tompolska
m.stabrawa@kulturawkrakowie.pl

Redakcja:

Anna Anioł
Marta Calik-Tomera
Jakub Hwastek
Karolina Jakubowicz (Spec. ds. Social media)
Martyna Kędzior
Olga Kosińska
Karolina Łaniewska
Dagmara Łątka
Anna Skowron
Izabela Sojka
Paulina Walas
Katarzyna Wojtaszek

redakcja@kulturawkrakowie.pl

Współpraca: Agnieszka Gawron, Monika Pigan, Martyna Kaszyńska

Współpracowali z nami: Agnieszka Diaków, Magdalena Drąg, Paweł Filipowski, Rafał Gawlik, Paweł Kozakiewicz, Katarzyna Lachowicz, Małgorzata Lisiecka, Patrycja Nikiel, Barbara Szymczak-Maciejczyk, Agnieszka Minkiewicz, Rafał Sowiński, Anna Zajdel

Nasi przyjaciele

  • Krakowska Opera Kameralna
  • Teatr Hothaus
  • Teatr BARAKAH
  • Opera Krakowska
Disable content selection plugin by JaspreetChahal.org