Polecane wydarzenia

Grudzień 2018

PonWtŚr CzwPtSob Ndz
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

Styczeń 2019

PonWtŚr CzwPtSob Ndz
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

Wideo

Kraków oddał pokłon

Patronaty medialne

  • viva-latino-america

Znajdź nas na facebook.com

Przeczytaj i zgaś światło. „Pochwała Cienia” Jun’ichirō Tanizakiego
08 listopada 2016
Polecających: 0

Przeczytaj i zgaś światło. „Pochwała Cienia” Jun’ichirō Tanizakiego

Trzymasz w ręce małą, zgrabną książeczkę. Zupełne przeciwieństwo tych tomów, które ostatnio leżą na Twoim biurku, łóżku, podłodze, a czasami trafiają na „swoje miejsce” na półkę. Brudno różowa, twarda, chropowata okładka z czterema japońskimi znakami. Więc trzymasz ją w ręce i wędrujesz po świecie, bo to nie jest książka do przeczytania i odłożenia na półkę, ale do przemyślenia. Swobodne strumienie świadomości po prostu już takie są.

Ten napisany w 1933 roku tekst jest podzielony na rozdziały z konieczności, a nie z założenia autora. Jun’ichirō Tanizaki, jak czytamy we wstępie, znany jest przede wszystkim ze swoich form powieściowych. Żył na przełomie XIX i XX wieku, w związku z czym był świadkiem ogromnych przemian, jakie nastąpiły w tym czasie w Japonii. Jest, by spróbować zamknąć niniejszy esej w jednym zdaniu, piewcą wartości tradycyjnych dla tamtejszej kultury, przeciwnikiem gwałtownej modernizacji na modłę zachodnią. Natychmiast jednak muszę się zastrzec, że jest to zdanie napisane niejako z konieczności, nie ujmujące wielopoziomowości całej sytuacji. Bo chociażby, jak pisze we wstępie Henryk Lipszyc, Tanizaki „w życiu nie zawsze pozostawał wierny zasadom głoszonym w niniejszym eseju”.

Można sprowadzić „Pochwałę cienia” do zasadniczych różnic estetycznych między (umownie przyjętymi jako pojęcia) Wschodem a Zachodem, które symbolizuje japońskie umiłowanie do cienia i „nieznośny nadmiar światła elektrycznego towarzyszący gwałtownej modernizacji kraju”. Radziłabym jednak nie zatrzymać się tylko na tym poziomie. Warto dać się ponieść pięknie napisanym rozważaniom (tu należy uczynić głęboki ukłon w stronę Henryka Lipszyca i jego tłumaczenia), tak po prostu, bez antagonizmów. Bo choć czasem może się wydawać, że Tanizaki trochę przesadza, że światło elektryczne wcale aż tak nie dominuje i nie zabiera wszystkiego, co trochę ukryte i tajemnicze, to jednak, gdy się nad tym ciut zastanowić, nie brak w tym racji.

Okoliczności zapoznawania się z różnorakimi tekstami są bardzo ważne – to w zasadzie truizm, który jednak należy w tym momencie przypomnieć. „Pochwała cienia” jest do przeczytania za jednym posiedzeniem – i może tak należałoby to zrobić. Większa część mojego procesu wchłaniania tego eseju przypadła na siedzenie w bibliotece mojego Wydziału, po kilku godzinach zajęć, w sztucznym oświetleniu i klimatyzacji. Na dłuższą metę są to dla mnie okoliczności zabójcze – bolą mnie oczy, boli mnie głowa, na niczym nie idzie się skupić. Wydawać by się mogło, że czytanie eseju o estetyce nie ma do końca w takiej sytuacji sensu – ale, po pierwsze, czyta się go dość lekko i z przyjemnością, a po drugie – trudno o bardziej odpowiednią sytuację do tego, by Tanizakiemu przyklasnąć. Proszę spróbować pomyśleć – czy próbowaliście kiedyś oglądać gwiazdy, ale nie byliście w stanie, bo bijąca z miasta łuna tłumiła ich światło? Znam człowieka, który po przeprowadzce do dużego miasta miał problemy z zaśnięciem, bo blask bijący z ulic go przytłaczał. Skąd bierze się popularność kawiarni i innych lokali gastronomicznych, gdzie głównym oświetleniem są świece i słabe, przytłumione światło? Jest w tym coś tajemniczego, ale także często niejako automatycznie wprowadza nas w zupełnie inny, spokojniejszy, bardziej skupiony stan umysłu. Czy białe, mocne światło nie stało się synonimem miejsc, gdzie ludzie w masowych ilościach spędzają czas nie do końca z własnej woli i ku własnej przyjemności?

A potem czytamy „hymn na cześć japońskiego wychodka”. I, nie da się ukryć, trochę nas to bawi – ale już po chwili, gdy przyzwyczaimy się do faktu, że rozważamy estetyczne zagadnienia związane z tym miejscem, przypominamy sobie różne skłaniające nas do zastanowienia przykłady. Ileż to razy w restauracji, kawiarni, pizzerii, barze wchodzi się do łazienki, która wydaje się być w stylu, proszę wybaczyć, nieco cmentarnym? Wszystko na czarno, w fakturze kamienia, ledwo oświetlone i może czyste jak łza, ale zupełnie niezachęcające do pozostania choć chwilę dłużej, niż to konieczne (co zasadniczo zapewne jest i pożądane). „Choć, oczywiście, nie mam nic przeciwko zdobyczom cywilizacji, jak światło elektryczne, ogrzewanie czy toalety, z żalem zdałem sobie wówczas sprawę, że nie potrafimy ich usprawnić w trosce o nasz własny smak i zwyczaje”.

Momentami może nas męczyć to swoiste „gdybanie” Tanizakiego. Gdyby medycyna rozwinęła się w Japonii; gdybyśmy sami rozwijali fizykę i chemię; gdyby gabinety lekarskie wyglądały trochę inaczej; gdyby gdyby gdyby. Ale z czasem się przyzwyczajamy – powolutku i swobodnie płyną tu myśli, na przykład o zupie i o tym, w jakiej miseczce wygląda najlepiej. Wszystko zakręca w końcu do japońskiego umiłowania cienia, które udaje się odnaleźć wszędzie, gdzie tylko Tanizaki spojrzy. Wszystko samoistnie zwalnia, co jest – nie da się ukryć – przyjemną odmianą. W dodatku autor sam zaznacza na koniec, że zdaje sobie sprawę, że może to brzmieć wszystko jak utyskiwania staruszka – ale od razu celnie pokazuje, jak otaczający go świat zdaje się sprzyjać młodym.

Jeszcze tylko trzy słowa o wydaniu. Niniejszy esej ukazał się już w ramach antologii „Estetyka japońska. Estetyka życia i piękno umierania”, nie jest to więc tekst zupełnie nieznany. Wydaje się jednak, że jego wydanie jako osobnej pozycji było dobrym pomysłem – zwłaszcza, że także świetnie wykonanym. O tym, że Wydawnictwo Karakter po prostu ładnie wydaje swoje książki, mówiono już nie raz i nie dwa, nigdy może jednak dość. W przeciwieństwie do moich uwag pod kątem redakcyjnym w przypadku „Miast wyśnionych”, tutaj przypisy tłumacza są absolutnie w punkt i starają się w kliku słowach wyjaśnić japońskie pojęcia, za co – jako laik w większości wypadków – jestem mu niezwykle wdzięczna.

Tanizaki kończy swoje rozważania w sposób, którego trudno wręcz nie zacytować, więc pozwolę sobie i ja, z jego pomocą, w tej sposób zamknąć ten tekst.

„Nie chodzi o to, żeby zrobić to [usunąć niepotrzebne dekoracje, ukryć w cieniu wszystko to, co za bardzo rzuca się w oczy] we wszystkich absolutnie domostwach, nikt jednak, mam nadzieję, nie zaprotestuje, jeżeli zostawimy jeden taki dom. A na próbę, żeby zobaczyć, jak to będzie wyglądało, zgaśmy światło”.

Inne artykuły z tej kategorii

Komentarze

Instytucje

Najnowsze wpisy instytucji

Domek Dajwór

Domek, wspaniała atmosfera w samym sercu Kazimierza.

zobacz »

Domek Dajwór

Dane teleadresowe:

ul.Dajwór 16
31-078 Kraków

domek1416@gmail.com
http://https://www.facebook.com/klubdomek/info?tab=page_info

 

Godziny otwarcia:

Inne informacje:

Domek, wspaniała atmosfera w samym sercu Kazimierza.

Restauracja Gródek

Goście, oprócz głównej sali jadalnej mają do pełnej dyspozycji kilka wnętrz (oranżerię, bibliotekę … a w lecie także taras i patio). Nowe menu, stworzone przez Szefa Kuchni Dariusza Sosnowskiego inspirowane jest winami Tagliolo i nawiązuje do wspaniałej kuchni piemonckiej, o której mówi cały kulinarny świat. Odnajdziecie tu ravioli agnolotti, tatara z marynowanej wołowiny a wszystko przy akompaniamencie win. Bez piemonckich nie ma piemonckiej kuchni. Wina z tego regionu należą do bogatych, zmysłowych, eleganckich, ponadczasowych.

zobacz »

Restauracja Gródek

Dane teleadresowe:

31-028, Kraków
ul. Na Gródku 4

rezerwacja@restauracjagrodek.com
http://www.restauracjagrodek.com
nr telefonu: +48 12 431 20 41
 

Godziny otwarcia:

Inne informacje:

Goście, oprócz głównej sali jadalnej mają do pełnej dyspozycji kilka wnętrz (oranżerię, bibliotekę … a w lecie także taras i patio). Nowe menu, stworzone przez Szefa Kuchni Dariusza Sosnowskiego inspirowane jest winami Tagliolo i nawiązuje do wspaniałej kuchni piemonckiej, o której mówi cały kulinarny świat. Odnajdziecie tu ravioli agnolotti, tatara z marynowanej wołowiny a wszystko przy akompaniamencie win. Bez piemonckich nie ma piemonckiej kuchni. Wina z tego regionu należą do bogatych, zmysłowych, eleganckich, ponadczasowych.

Organizujemy przyjęcia zasiadane i „standing party”, zarówno we wnętrzach jak i na tarasie. Menu i szczegóły spotkań dopracowujemy indywidualnie tak aby spełnić Państwa wszelkie oczekiwania.

W każdy piątek o 20:00 zapraszamy na koncerty na żywo. Dominuje muzyka jazzowa i autorska. Wstęp wolny.

zobacz wszystkie instytucje »

Nowi użytkownicy

Kontakt z redakcją

Redaktor naczelny:
Krzysztof Gudowski
k.gudowski@kulturawkrakowie.pl
tel: +48 517-453-797

Redakcja:

Anna Anioł
Marta Calik-Tomera
Jakub Hwastek
Karolina Jakubowicz
Martyna Kędzior
Olga Kosińska
Karolina Łaniewska
Anna Skowron
Izabela Sojka
Paulina Walas
Katarzyna Wojtaszek

redakcja@kulturawkrakowie.pl

Współpraca: Agnieszka Gawron, Monika Pigan, Martyna Kaszyńska

Współpracowali z nami: Agnieszka Diaków, Magdalena Drąg, Paweł Filipowski, Rafał Gawlik, Paweł Kozakiewicz, Katarzyna Lachowicz, Małgorzata Lisiecka, Dagmara Łątka, Patrycja Nikiel, Barbara Szymczak-Maciejczyk, Agnieszka Minkiewicz, Rafał Sowiński, Małgorzata Tompolska, Anna Zajdel

Nasi przyjaciele

  • Opera Krakowska
  • Teatr Hothaus
  • Teatr BARAKAH
  • Krakowska Opera Kameralna
Disable content selection plugin by JaspreetChahal.org